Inicjatywę utworzenia w Dęblinie Muzeum Sił Powietrznych zgłosił w 2009 roku ówczesny dowódca tej formacji wojskowej gen. broni pil. Andrzej Błasik. Niestety nie doczekał utworzenia tej placówki, gdyż rok później zginął w katastrofie w Smoleńsku. Uroczyste otwarcie Muzeum nastąpiło 26 sierpnia 2011 roku. Nie bez przyczyny znajduje się ono w Dęblinie. Tutaj bowiem od 1927 roku istnieje najważniejsza w Polsce uczelnia kształcąca oficerów lotnictwa - Lotnicza Akademia Wojskowa, znana pod potoczną nazwą Szkoły Orląt. Głównym zadaniem Muzeum jest prezentacja zabytków techniki lotniczej oraz pamiątek związanych z polskim lotnictwem wojskowym. Prezentowane tutaj eksponaty to sprzęt wycofywany z użycia przez Wojsko Polskie, ale również unikatowe pamiątki przekazywane przez emerytowanych żołnierzy sił powietrznych i kolekcjonerów. Zwiedzanie Muzeum można podzielić na dwa etapy. Pierwszy z nich to stała ekspozycja prezentująca historię i etapy rozwoju polskiego lotnictwa wojskowego po czasy współczesne. W tej części zobaczymy liczne dokumenty, archiwalia, umundurowanie, ale również rzeczy osobiste pilotów. Wszystko to uzupełniają plansze opisujące bardzo szczegółowo daną tematykę. Najważniejszym eksponatem w tej części jest wykonany w 1940 roku sztandar Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie. W czasie II wojny światowej sztandar ten co kilka miesięcy przekazywany był w taki sposób, aby znaleźć się w bazie każdego z dywizjonów. Drugą część ekspozycji zobaczymy wychodząc na zewnątrz budynku. Na wystawie plenerowej znajduje się oryginalny sprzęt w postaci samolotów, śmigłowców, przeciwlotniczych zestawów rakietowych, artylerii przeciwlotniczej czy zestawów radiolokacyjnych. Natomiast w hangarze obok znajdują się silniki lotnicze oraz odrestaurowane samoloty AN-2, JAK-18 i PZL 130 Orlik. W momencie kupowania biletu wstępu warto dopłacić za możliwość wejścia na pokład samolotu pasażerskiego JAK-40 w wersji VIP i jedynego w Polsce ogromnego śmigłowca Mi-6A.
Na zwiedzanie Muzeum należy zarezerwować około dwóch godzin. No chyba, że jest się miłośnikiem lotnictwa wojskowego. Wówczas całego dnia zabraknie na szczegółowe zapoznanie się ze wszystkimi eksponatami.
Dęblin - Muzeum Sił Powietrznych
Pińczów - Muzeum Regionalne, Synagoga, Dom Ariański
Dosyć długo zbierałem się, aby zająć się opisaniem wizyty w Muzeum w Pińczowie. Przede wszystkim miałem do wyboru wiele innych miejsc, a biorąc pod uwagę przebieg mojej wizyty w tym obiekcie, nie było we mnie chęci, aby podjąć ten temat. Ale może po kolei.
Muzeum Regionalne w Pińczowie powstało w 1963 roku. Posiada pod swoją opieką trzy budynki zlokalizowane na terenie Pińczowa w pewnym oddaleniu od siebie. Są to:
- Muzeum w popaulińskim klasztorze, które jest główną placówką
- Stara Synagoga
- Dom Ariański.
Muzeum
Jak już wcześniej wspomniałem, główną siedzibą Muzeum są budynki dawnego klasztora paulinów. Nie wiadomo kiedy dokładnie został on zbudowany. Zakon do Pińczowa sprowadził kardynał Zbigniew Oleśnicki w 1436 roku, a dokument fundacyjny klasztoru nosi datę 1449. Paulini tracili to miejsce trzykrotnie. Po raz pierwszy zostali z Pińczowa wygnani przez Mikołaja Oleśnickiego w 1550 roku. Drugi raz pod koniec XVIII wieku do opuszczenia Pińczowa zmusił ich Hugo Kołłątaj. Ostatecznie w roku 1819 zabudowania przeszły na rzecz rządu Królestwa Polskiego i od tego momentu paulini do Pińczowa nie powrócili. Od 1864 roku, aż do wybuchu II wojny światowej w murach klasztoru znajdowały się: sąd, więzienie i magazyn. W 1956 roku rozpoczął się tu gruntowny remont po którym w zaadaptowanych pomieszczeniach ulokowano Muzeum, Centrum Kultury i kino.
Muzeum zajęło się gromadzeniem pamiątek związanych nie tylko z samym Pińczowem, ale ogólnie z całym Ponidziem. Na zwiedzających czeka pięć sal wystawowych połączonych korytarzem również wypełnionym eksponatami. Co zobaczymy? Na początek pradzieje czyli eksponaty z okresu od paleolitu, aż do początku średniowiecza na tych ziemiach. Następnie historię Pińczowa od XV wieku do 1944 roku. Dużą powierzchnię zajmują pamiątki związane z I i II wojną światową. Dosyć ważną wystawą są także pamiątki po Adolfie Dygasińskim - pisarzu, publicyście, pedagogu, który kształcił się w Pińczowie, a w swojej twórczości często nawiązywał do Ponidzia.
Synagoga
Budowa synagogi w Pińczowie miała miejsce w latach 1594 - 1609. Jest więc jedną z najstarszych bożnic w Polsce. Wybudowana w stylu późnorenesansowym jest najstarszą synagogą w naszym kraju, w której wszystkie pomieszczenia (sala główna, sień, babiniec) zostały połączone w jedną bryłę i pokryte wspólnym dachem. Na sklepieniach zachowały się fragmenty polichromii oceniane jako najstarsze w Polsce. Podczas II wojny światowej synagoga została zdewastowana, a z jej wnętrza obok wyposażenia wywieziono zbiór około 100 Tor gromadzonych przez wieki. W latach 70-tych obiekt przekazano pod opiekę Muzeum Regionalnego w Pińczowie. Od 1990 roku w mur otaczający synagogę wmurowywane są pozostałości starych macew odzyskiwanych podczas różnych prac budowlanych na terenie miasta.
Dom Ariański
Ten zbudowany na przełomie XVI i XVII wieku budynek to jedyna zachowana do dzisiaj w Pińczowie renesansowa kamienica mieszczańska. Błędnie nazywana jest Drukarnią Ariańską, bo przeprowadzone badania nie potwierdzają takiego wykorzystania tego budynku. Bardziej prawdopodobne jest pochodzenie tej nazwy od faktu, że być może w kamienicy tej mieszkał drukarz kalwiński - Daniel z Łęczycy. Kto zwiedzał Florencję, patrząc na fronton kamienicy z pewnością odnajdzie w nim nawiązanie do pałacu Strozzich. Muzeum Regionalne otrzymało ten budynek w 2011 roku i organizowane są w jego wnętrzach wystawy czasowe.
I teraz czas na podsumowanie i wyjaśnienie mojego wstępu.
Jak zapewne zauważyliście dwa ostatnie obiekty zaprezentowane są tylko z zewnątrz. Muzeum na swojej stronie internetowej i social mediach informuje, aby przed przyjazdem do Pińczowa zadzwonić i upewnić się o możliwości zwiedzania. Zastosowałem się do tej sugestii, wykonałem telefon i zostałem upewniony, że nie będzie żadnych trudności. Niestety na miejscu okazało się, że jest inaczej. Spacer na zwiedzanie Synagogi i Domu Ariańskiego nie był możliwy, gdyż nie było komu iść ze mną i wpuścić mnie do wnętrza tych obiektów. Kiedy wyraziłem swoje zdziwienie w odpowiedzi usłyszałem, że przecież są wakacje, więc o co mi chodzi. Jak widać nie zawsze turysta jest mile widziany, bo czasem może sprawić trudności.
Swoją przygodę po pewnym czasie przekazałem do Muzeum za pośrednictwem konta na Instagramie. Zostałem przeproszony i zapewniony, że podczas kolejnej mojej obecności w Pińczowie zostanę oprowadzony przez dyrekcję Muzeum. Niestety do tej pory nie miałem okazji skorzystać z tej oferty. Jest tak wiele pięknych miejsc, które czekają jeszcze na mnie, że trudno mi powrócić do Pińczowa. Być może kiedyś to będzie możliwe. Jeśli tak się stanie to z pewnością umieszczę tutaj tę informację i zdjęcia.












