Gdynia - Muzeum Marynarki Wojennej

Muzeum poświęcone Marynarce Wojennej powstawało w bólach. Idea, aby takie Muzeum utworzyć, zrodziła się w okresie międzywojennym. Niestety poza pomysłem nie doszło do żadnych działań zmierzających do jego realizacji. Powrócono do niego zaraz po II wojnie światowej, ale nie był to czas sprzyjający dla Muzeum. W 1953 roku w niewielkiej willi przy gdyńskiej plaży otworzono pierwszą jego siedzibę. Oprócz ekspozycji wewnątrz budynku, zwiedzający mieli okazję oglądać na okalającym go terenie elementy uzbrojenia i wyposażenia okrętowego z ORP "Gryf" oraz ORP "Błyskawica", działa artylerii z Helu oraz kilkanaście luf armatnich z XVII i XIX wieku. Ważnym momentem działalności Muzeum był rok 1960, kiedy w jego skład wszedł niszczyciel ORP "Burza" prezentowany przy Skwerze Kościuszki. W 1969 roku Muzeum z uwagi na tragiczny stan budynku, który zajmowało, zostało zamknięte. Ekspozycję podzielono i część eksponatów przeniesiono w dwa różne miejsca w Gdyni. W 1976 roku rolę okrętu-muzeum przejmuje ORP "Błyskawica". Dotychczas prezentowany w tym miejscu ORP "Burza" zostaje oddany na złom. W drugiej połowie lat 90-tych liczne osoby doceniające znaczenie Marynarki Wojennej rozpoczęły starania o powstanie nowej siedziby Muzeum. Budowę rozpoczęto w 2002 roku i dopiero rok 2012 pozwolił na udostępnienie nowej ekspozycji zwiedzającym.
Turyści, którzy zdecydują się przestąpić progi Muzeum Marynarki Wojennej mają do dyspozycji  trzy ciekawie przygotowane wystawy stałe. Co ważne są one albo dobrze opisane, albo poparte licznymi multimediami. Niestety zwiedzając Muzeum w okresie pandemii nie miałem okazji ocenić ich atrakcyjności.
Rozpoczynając zwiedzanie Muzeum oglądamy wystawę "Mamy rozkaz Cię utrzymać..." Jest to opowieść o powstawaniu Marynarki Wojennej i zachodzących w niej przez kolejne lata zmianach. Powstała w setną rocznicę utworzenia przez marszałka Piłsudskiego tej formacji.
Druga wystawa to "Zbrojownia". Mamy tu możliwość obejrzenia oryginalnego uzbrojenia okrętowego pochodzącego w większości z okrętów służących w naszej Marynarce Wojennej. Przechodzimy obok artylerii okrętowej, torped, broni przeciwlotniczej, miotaczy min głębinowych, pocisków rakietowych oraz innego rodzaju broni, która na laiku takim jak ja wywiera spore wrażenie.
Kolejna wystawa przenosi nas w czasie do okresu, kiedy po morzach pływały drewniane jednostki. Przepiękne modele żaglowców uzupełnione są oryginalnymi elementami uzbrojenia i wyposażenia takich okrętów.
A po obejrzeniu wystaw wewnątrz budynku warto wyjść na zewnątrz i kończąc zwiedzanie zobaczyć ten sprzęt wojskowy, który z uwagi na swoje gabaryty znalazł się w skansenie otaczającym Muzeum.


https://muzeummw.pl

Poznań - Wielkopolskie Muzeum Niepodległości - Muzeum Martyrologii Wielkopolan - Fort VII

Już na początku XIX wieku pruscy wojskowi najwyższego szczebla dostrzegli strategiczne położenie Poznania. Przez miasto wiodła najkrótsza droga z granicy prusko-rosyjskiej do Berlina. Z tego powodu pojawiły się plany silnego ufortyfikowania miasta. Budowę umocnień rozpoczęto w 1828 wznosząc twierdzę poligonalną rozciągającą się wzdłuż ścisłego centrum miasta. Szybki postęp techniki oblężniczej wymusił w krótkim czasie modernizację tych umocnień, poprzez wzniesienie twierdzy fortowej składającej się z 18 fortów i zabudowań wspomagających, umieszczonych w pierścieniu o średnicy 9,5 km i obwodzie 30 km. Tym samym Twierdza Poznań mogła pochwalić się jednym z największych tego typu systemów umocnień w Europie. Stanowiła największą niemiecką twierdzę powstałą dla obrony wschodnich granic II Rzeszy. Lecz przyszedł czas, kiedy umocnienia te przestały spełniać swoje funkcje. Do wybuchu II wojny światowej duża część tych umocnień została rozebrana, ale nie wszystkie. Już w październiku 1939 roku Fort VII stał się pierwszym na ziemiach polskich niemieckim obozem koncentracyjnym. Tutaj po raz pierwszy w Europie użyto do mordowania ludności cywilnej gazu. W taki właśnie sposób uśmiercono 400 pacjentów i personel szpitala psychiatrycznego w Owińskach. Z czasem Fort VII wykorzystywano również jako więzienie policyjne Gestapo, a następnie obóz przejściowy. To w jak sadystycznie brutalny sposób traktowane były osoby tutaj przetrzymywane niech uzmysławia fakt, że wywózka do jakiegokolwiek innego obozu traktowana była jak szansa na przeżycie. Po wojnie, w 1963 roku, dzięki staraniom Stanisława Gębczyńskiego, w Forcie VII powstała Izba Pamięci Narodowej udostępniana zwiedzającym sporadycznie. W 1976 roku podjęto decyzję o utworzeniu w tym miejscu większej placówki - Muzeum Historii Ruchu Robotniczego. Następnie Muzeum włączono w struktury Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości przekształcając je w Muzeum Martyrologii Wielkopolan.
Spacer po tym Muzeum nie należy do najłatwiejszych i na pewno polecam to miejsce wyłącznie osobom świadomym i szczerze zainteresowanym tą trudną tematyką. Dla mnie osobiście najtrudniejszym momentem było uświadomienie sobie - dopiero po czasie - że miałem okazję wejść do komory służącej gazowaniu ludzi.




https://www.wmn.poznan.pl/odwiedz-nas/muzeum-martyrologii-wielkopolan-fort-vii/

Bydgoszcz - Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego - Galeria Sztuki Nowoczesnej

Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy powołano do życia w 1923 roku jako Muzeum Miejskie na bazie zbiorów gromadzonych od około 1880 roku przez Towarzystwo Historyczne Obwodu Noteckiego. Były to zabytki dotyczące archeologii, historii, numizmatyki i etnografii. W początkowym okresie działania Muzeum nie posiadało eksponatów z zakresu sztuki, dlatego to na tym skupiono największy wysiłek pozyskując kolejne nabytki. Dzięki licznym zakupom oraz donacjom mieszkańców miasta i kolekcjonerów w szybkim tempie udało się utworzyć znaczący zbiór. Ważnym momentem w historii Muzeum było przekazanie w 1937 roku spuścizny po Leonie Wyczółkowskim. Rozwój Muzeum nie przerwał wybuch II wojny światowej. W czasie wojny jego zasoby powiększyły się o rzeczy przekazywane na polecenie władz niemieckich. Dopiero działania wojenne w latach 1943-44 i chęć zabezpieczenia zbiorów spowodowały, że wiele zgromadzonych eksponatów przepadło.
Po wojnie na potrzeby Muzeum przeznaczono budynek przy ul. Gdańskiej, lecz dosyć szybko okazało się, że lokal ten jest niewystarczający. Dlatego w 1964 roku na potrzeby ekspozycyjne oddano wyremontowane spichlerze przy ul. Grodzkiej, a w 1975 roku powstała koncepcja przekazania na cele muzealne budynków znajdujących się na Wyspie Młyńskiej. Obecnie Muzeum w tej lokalizacji dysponuje 5 obiektami. Jednym z nich jest tzw. Czerwony Spichlerz, w którym mieści się Galeria Sztuki Nowoczesnej. Budynek ten powstał w 1861 roku i jest największym z zachowanych spichlerzy bydgoskich.
Galeria Sztuki Nowoczesnej prezentuje najbardziej reprezentacyjne dzieła zgromadzone w zasobach Muzeum. Niestety ekspozycja stała jest do odwołania niedostępna dla zwiedzających, dlatego nie mogę wyrazić opinii na jej temat. Wszyscy turyści zapraszani są do zwiedzania wystaw czasowych prezentowanych w Galerii. Ja miałem przyjemność zobaczyć zajmującą dwa piętra wystawę "Od princeski do New Look". Mimo, że nie jestem znawcą mody, to na tej wystawie wpadłem w zachwyt widząc co i w jaki sposób zostało zaprezentowane. Na wystawę składa się ponad 300 obiektów z kolekcji mody kobiecej, której właścicielem jest historyk sztuki p. Adam Leja. W celu odpowiedniej aranżacji wykorzystano - niejako w formie tła - meble, rzemiosło artystyczne, obrazy, grafiki, plakaty, reklamy i fotografie odpowiadające okresom z jakich pochodzą dane stroje. Bo prezentacja rozpoczyna się eksponatami pochodzącymi z około 1890 roku, a kończy pochodzącymi z lat 50-tych XX wieku. Całość sprawia tak niesamowite wrażenie, że nie dziwi mnie liczne zainteresowanie tą wystawą mediów. Kto ma możliwość odwiedzenia w najbliższym czasie Bydgoszczy zdecydowanie musi tu być.



https://muzeum.bydgoszcz.pl/o_muzeum/46,0,0,0,Galeria+Sztuki+Nowoczesnej

500 razy Tomas-tickets!

Tak. To już po raz 500 siadam przed komputerem, loguję się na blogu, piszę i publikuję z nadzieją, że kogoś zainteresuję swoimi pasjami.

Mam je dwie: bilety i podróżowanie.

Pierwsza była pasja do biletów. Jak dobrze sobie przypominam, pojawiła się jeszcze w szkole podstawowej. Wówczas było to raczej tylko odkładanie biletów z miejsc, które odwiedziłem lub imprez w których wziąłem udział. Takie trochę sentymentalne zachowywanie pamiątek. Wydawało mi się to głupie, tym bardziej, że nie znałem nikogo, kto podzielałby moje zainteresowanie. Ale przyszedł internet, a wraz z nim odkrycie i kontakt z innymi kolekcjonerami. Wtedy zbiór zaczął powiększać się ekspresowo. Dziś przekracza 30 tyś eksponatów. Dzięki niemu polubiłem geografię i historię. A co chyba ważniejsze nawiązałem wiele znajomości zarówno w kraju jak i za granicą. Wiem, że nie jest to największa kolekcja, ale i tak jestem bardzo dumny z tego co udało mi się w niej zgromadzić.

Moja druga pasja pojawiła się nieco później niż bilety, ale jest z nimi nierozłącznie powiązana. Podróżowanie tylko wówczas daje mi radość, jeśli wiąże się z poznawaniem miejsc do których jadę. Dlatego nie potrafię uznać urlopu za udany, kiedy sprowadza się on tylko do leżakowania na plaży. Chociaż po dniu pełnym biegania po muzeach, warto jest wieczorem usiąść gdzieś w spokoju i odsapnąć :) A bilety dają mi inspirację do zwiedzania. Wielokrotnie jest tak, że to bilet powoduje chęć poznania miejsca z którego pochodzi. Efekty tego macie okazję oglądać na tym blogu już od niemal 9 lat. Przeszło 90% publikacji to efekt moich własnych podróży. Lepszych lub gorszych, lecz z pewnością pozostających w pamięci. Te najmilsze, które chciałbym tu przypomnieć, to m.in. wizyta w muzeach w Praszce, Wschowie, Strzyżowie, Ostromecku czy Pyzdrach.


Myślę, że przy okazji tego małego jubileuszu napiszę o kilku ciekawostkach dotyczących mojej kolekcji.
Najstarszy bilet - którego wiek mogę bez problemu określić - pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jest to bilet z 1928 roku z Minneapolis i uprawniał do korzystania z transportu publicznego.



Kilka biletów zaliczyłbym do kategorii "dziwne".
Są to bilety w formie opakowań zawierających płytę CD. Jeden pochodzi ze Sri Lanki i upoważnia do zwiedzenia Świątyni Relikwii Świętego Zęba, a drugi pochodzi z Chin i umożliwia zwiedzanie Świątyni Harmonii i Pokoju w Pekinie.

Bilet może pojawić się w zaskakującym miejscu i w zaskakującej formie. W kolekcji posiadam bilet będący etykietą na butelce piwa. Po jego wypiciu należało zdjąć etykietę, która po wewnętrznej stronie nadrukowany miała bilet wstępu na koncert w klubie muzycznym.

Kolejną ciekawostką jest prezentowany poniżej eksponat.


Pierwotnie był to kwit upoważniający do odbioru lekarstwa sporządzonego w aptece wg receptury wydanej u lekarza. Jakiś czas temu odwiedziłem Muzeum Farmacji w Poznaniu do którego wstęp jest bezpłatny. Podczas rozmowy z kustoszem dowiedziałem się, że przy okazji jednej z edycji Nocy Muzeów, córka kustosza namówiła tatę, aby wydawać zwiedzającym "coś w rodzaju biletu". Do tego celu posłużyły wówczas te wspomniane wcześniej kwity. A do mojej kolekcji "bilet" ten trafił pod koniec ubiegłego roku razem z plikiem innych biletów pochodzących z wymiany. Jego prawdziwość udało mi się potwierdzić u kustosza Muzeum.

Nigdy nie potrafiłem i chyba nigdy nie będę potrafił określić i wskazać, który bilet w kolekcji jest dla mnie najważniejszy lub najcenniejszy. Każdy sprawia mi ogromną radość i każdy liczy się dla mnie tak samo. Z wieloma z nich wiążą się jakieś wspomnienia lub pragnienia.

A to, że bilety nie dla wszystkich są typowym śmieciem, niech świadczą poniższe zdjęcia eksponatów zrobione przeze mnie podczas odwiedzin w różnych muzeach.


Na zakończenie dodam, że kolekcjonerów przeróżnych dziwnych rzeczy spotkać można w zaskakujących miejscach i w zaskakujących momentach. Trzeba na nas uważać ...


A teraz czas powrócić do kolejnych propozycji. Bo tak wiele jeszcze mam ich do zaprezentowania.